'Sen'

Iskry buchnely ze zniszczonego terminalu, gdy Thenel próbowal po raz
kolejny otworzyc drzwi - tym razem poprzez strzal z blastera. Biale swiatlo
ranilo oczy i wzeralo sie w mózg. Thenel byl przerazony - próby przyzwania
Mocy spelzaly na niczym, z jego spokoju nie pozostalo nic. W koncu
zdesperowany odrzucil blaster i wyjal miecz. Myslal, ze basowe brzmienie
jego klingi pozwoli mu sie lepiej skupic. Mylil sie - miecz nie dzialal.
Czul, ze tylko cienka linia dzieli go od calkowitej rozpaczy i...
Obudzil sie w spokojnym mroku swojego pokoju. Znad niedalekiego
termiala unosila sie lekka poswiata wlaczonego systemu. Moc, swojska i
delikatna, wyczuwalna byla doskonale w spokojnej ciszy. Mimo to drzaly mu
rece. Znów ten koszmar... Biale pomieszczenie, zadnego wyjscia i
niepowstrzymane uczucie paniki. Zacisnal na chwile rece, po czym wstal
ostroznie. Systemy, wykrywszy aktywnosc, wlaczyly lekkie, przycmione
swiatlo. Thenel podszedl do biurka i z górnej szuflady wyjal niewielki,
cylindryczny przedmiot - jego bron i symbol jego funkcji. Sam nie wiedzial o
czym myslal zapalajac miecz. Wpatrujac sie w zielona klinge, wsluchujac w
buczacy przyjemnie odglos zaczal sie koncentrowac. Ale bron... dalej nie
lezala w jego dloni, jak w reku wojownika. Nie wyczuwal jej - znak, ze
'klatwa' nadal obowiazuje...
Ubral sie szybko i w ciszy uspionego budynku ruszyl do sali
treningowej. Blaster jak zawsze mial przy sobie. Idac korytarzami
zastanawial sie po raz kolejny, czy jeszcze kiedys bedzie w stanie walczyc
jak jedi. Mimo aktualnego stanu pamietal to uczucie - taniec i panowanie nad
cialem, nad ostrzem... A potem ten straszliwy blad. Thenel nie byl zly - dal
sie tylko omamic przewrotnym ludziom, którzy wykorzystali go. Sprowadzili go
na sciezke mroku, a zaplata za powrót ku swiatlu byla umiejetnosc wladania
mieczem. Zaden z mistrzów nie umial wytlumaczyc mu tego zjawiska - nie
stracil niczego ze swych umiejetnosci - ale Moc nie kierowala nim juz
podczas walki. Mimo to byl znakomitym szermierzem - potrafil pokonac wielu
adeptów dzieki samej technice...
Nagle zatrzymal sie. Do jego uszu dotarl cichy odglos - na tyle jednak
niezwykly, ze zwrócil uwage. Niewiele myslac zmienil trase - i poczal
kierowac sie dzwiekiem cichego stapania. Po kilku zakretach, wyczul, ze jest
tuz - przyzwal Moc i wyczul jakas istote. Czlowiek, przerazony, ale
zdeterminowany manipulowal przy systemach podtrzymywania zycia. Thenel
wyjrzal i ujrzal niewysoka postac, która faktycznie manipulowala przy
systemach. W myslach postaci wyczul jeszcze jedno - mord.
Uchylil sie odruchowo, zaskoczony faktem, ze zostal zauwazony.
Prawdopodobnie to uratowalo mu zycie. W miejscu, gdzie przed momentem byly
jego oczy, ziala teraz gleboka dziura. 'Ciezki blaster! Szpieg i morderca!'
myslal Thenel, ale majac za soba trening, a ze soba Moc opanowal sie.
- Przestan strzelac i poddaj sie! Wokól jest wielu jedi, z którymi nie
wygrasz!
- Ale ty jestes sam Thenelu - postac zasmiala sie krótko i zlosliwie -
Zawsze jestes sam!
- Kim jestes? Skad znasz moje imie - Thenel ledwo opanowywal ciekawosc, by
nie wyjrzec
- Twoja smiercia... jedi!
To bylo niewiarygodnie szybkie. Thenel, który caly czas obserwowal
postac dzieki Mocy, znalazl sie nagle twarza w twarz z czlowiekiem, który
byl jego najwiekszym wrogiem.
- Witaj Thenelu - spokojnie rzekl stojacy naprzeciwko mezczyzna
- Kar'h Simner, sith, to ty!
- A kogo sie spodziewales? Nie moglem sobie odmówic przyjemnosci spotkania z
toba... a czulem, ze sie spotkamy
- Ale... dlaczego ty tutaj? Dlaczego detonatory w systemach podtrzymywania
zycia? - Thenel wciaz nie mógl ochlonac. Czlowiek, przez którego jego
umiejetnosci zostaly okaleczone - stal przed nim spokojnie.
- Po prostu nie lubie was jedi!
Tym razem nie dal sie zaskoczyc. Kiedy piesc tamtego, niby rozmazana
smuga, gnala ku jego szczece, on juz byl pochylony i wysuwal noge do
kopniecia. Tamten jednak uchylil sie z niesamowitym wdziekiem - zawsze byl
od niego zreczniejszy. Odskoczyli w tyl i spojrzeli na siebie.
- Cwiczyles Thenelu...
- Ty nie Kar'hu. Jestes wolny.
- Do czego ci sa potrzebni ci jedi? Chodz ze mna, spróbujemy jeszcze raz...
W tej chwili Thenel wypalil do przeciwnika z blastera - niestety, zaden
ze strzalów nie zdolal go dosiegnac. Kar'h Simner wyszarpnal zza pasa swój
miecz.
- Jak chcesz... jedi!
Thenel zasypal przeciwnika gradem strzalów - nie mógl raczej uszkodzic
systemów podtrzymywania zycia swoim blasterem - ale tez nie spodziewal sie,
zeby którykolwiek ze strzalów przebil sie przez rozmazana swietlna tarcze, w
która zamienilo sie czerwone ostrze miecza Kar'ha. Strzelajac wycofywal
sie - mial nadzieje, ze ktos uslyszy strzaly - jego wlasne szanse byly dosc
nikle. Mroczna sylwetka postepowala wciaz w jego kierunku odbijajac kazdy
strzal.
W koncu wyczerpala sie bateria. Nikt sie takze nie pojawil. Thenel
wiedzial, ze moze zrobic tylko jedno. Siegnal za pas i chwycil rekojesc
wlasnej broni. Postanowil walczyc do konca w obronie swoich towarzyszy.
Kar'h zatrzymal sie przed nim.
- Jestes pewien? - spytal, a w jego glosie po raz pierwszy dalo sie odczuc
cos na ksztalt podziwu
- Po tej walce pozostanie tylko jeden z nas.
- Dobrze jedi - odpowiedzial sith - Przyznaje, ze mi zaimponowales
Staneli naprzeciwko siebie - mroczny jedi i jego odpowiednik ze sciezki
jasnosci. Sith poklonil sie, Thenel oddal uklon - stracil juz tyle, ze teraz
nie bylo w nim gniewu na tego czlowieka, tylko chec godnego zakonczenia tej
walki. Obaj przyjeli swoje ulubione pozycje i zastygli bez ruchu.
Kar'h pozwolil Thenelowi zaatakowac pierwszemu. Bez widocznego trudu
odbil wszystkie uderzenia, wyprowadzajac na koniec szybki sztych, który
Thenel zbil tylko dzieki ostroznosci. Obaj zaczeli krazyc wokól siebie -
zielone ostrze co chwile spotykalo sie z czerwonym krzeszac iskry i
pozostawiajac barwne refleksy pod powiekami. Thenel mamil lekkimi ruchami
ostrza, zmienial czesto kierunek. Wyczuwal, ze jego przeciwnik korzysta
podczas walki z Mocy - jej Ciemnej Strony - i byl to jedyny znany mu sposób
na mozliwa wygrana. Jednak meczyl sie - wyczuwal za to, ze jego przeciwnik
jest wciaz swiezy i gotowy. Wymieniali tak ciosy przez kilkanascie minut, az
Thenel popelnil blad - zbyt wolno wycofal sie po ciosie. Ciecie czerwonego
ostrza drasnelo jego noge, po czym jednym plynnym ruchem zaglebilo sie w
jego ramieniu. Upadl i czekal na uderzenie, które jednak nie nastepowalo.
Pokonujac ból spojrzal na przeciwnika. Ten stal nad nim ze wzniesionym
ostrzem, lecz nie zadawal ciosu. W tej chwili nastapilo cos, czego Thenel
nie czul od tak dawna - wrócila jego umiejetnosc walki z uzyciem Mocy.
Widzial jak w zwolnionym tempie, jak zdrowa reka zaciska sie na rekojesci
miecza i jednym ruchem zaglebia ostrze w ciele zastyglego sitha. Nie czul
bólu - tylko radosc z Mocy i bezgraniczne zdziwienie spowodowane bezruchem
przeciwnika. Reka tymczasem kontynuowala swój ruch, przecinajac przeciwnika
niemal na pól. Ten upadl bez zadnego dzwieku. Kiedy Thenel, wciaz nie czujac
zadnego bólu, przysunal sie nieco do pokonanego Kar'ha uslyszal jeszcze:
'Niech... Moc bedzie... z toba'
Thenel obudzil sie nagle. Mial sen, ale pamietal go bardzo slabo. Mial
jednak przeczucie, ze cos wydarzy sie w niedalekiej przyszlosci. Wstal
predko i siegnal po miecz. Kiedy chwycil go w dlon, poczul w sobie pelnie
Mocy. Wyszedl z pokoju i skierowal sie do sali treningowej. Mijajac pokoje
uslyszal jakis dzwiek. Zatrzymal sie i nasluchiwal. Po chwili usmiechnal
sie, odpial blaster i odlozyl na pobliski terminal. Przypomnial sobie sen.
Teraz byl gotów.

 

//Autor: Mtuz